poniedziałek, 30 listopada 2020

375

Nad białą czeluścią w której nie umiem zawrzeć ani słowa ani myśl nie przemknie. Nie umiem wydusić tego co mnie boli, co mnie zżera, co wysysa moją chęć do życia. 

Utkwiło mi to w gardle lub w płucach i nie chce wyjść. Mój strach. Moja obawa. Moja niewiara w samego siebie i w Świat. Moja strata. Moja rozpacz. Moje przekleństwo. Moje szaleństwo. Mój krzyk. Moje łzy - których nie mam na zewnątrz, od których już tonę wewnątrz. 

Moja szubienica biała czeluść, w której nie umiem powiedzieć ani jednego ważnego słowa ani myśl nie przemknie. Zostało mi tylko czekać. Na co czekać?

sobota, 31 października 2020

374

Jednym ciałem być między setkami i płynąć. Wdzierać się na skwery i chodniki. Wybijać na zieleńce i parkingi. Z prawej dopływ z lewej dopływ w jednym rytmie. Być czasem bezwolną masą. Zrezygnować z wolnej woli i zupełnie zdać się na tłum – który idzie przed siebie bez planu. W spokoju lub w wrzawie. W krzyku i dymie rac.

Płynąc tracisz możliwość wyboru. Płynąc tracisz wszelkie obawy. Idziemy przez chwilę w jedną stronę. Solidarni i równi. Na Żoliborz. Do migających kogutów. Do okutych w kaski i zbroje. Do suk co stoją jak mury. Co to za wspaniały nurt. Co za uczucie, które pozwala zerwać kajdany norm. Taka potrafi być chwila, kiedy w kierunku wolności płyniesz rzeką ludzkich ciał.

poniedziałek, 28 września 2020

373

To się musiało stać. To się musiało stać. To się musiało stać.

Księżyc i słońce i gwiazdy musiały spaść. To się musiało stać.

Czas nigdy nie potrafi cofnąć się ani o krok. To się musiało stać.

Życie zamienia się w głaz. To się musiało stać.

Wysysa z nas wszelki sens. To się musiało stać.

Posyła nas nad krawędzi brzeg. To się musiało stać.

I wody stają i milkną fale. To się musiało stać.

Choć prują wciąż po nich łodzie, pełne naiwnych żyć. To się musiało stać.

Toż to Styks, a nie żadnej nadziei morze. To się musiało stać. 

W mętnych odmętach - nie widzę już siebie. To się musiało stać.  

Tylko szlam, bagno i czerń nieskończonej nocy. To się musiało stać.

To się musiało stać - a ja tak bardzo trzymałem się wiary - że nigdy się to nie stanie!




środa, 19 sierpnia 2020

372

Ślimaki pełzają. W letnie dni skwaru. Po Twoim kamieniu. 
Ani kropli wody. Z deszczu czy rosy. Nie dostaje rozgrzana płyta. 
Złudnie gorąca. Zimna skrycie jak zima. Dlatego ochoczo pełzają. 
Na wyścigi. Po kamiennym skrócie. Między jedną a drugą kępą. 
Traw i zieleni. Może z moich oczu. Popłynie kropla. 
Kiedy tak stoję. Nad Twoją skałą. Tylko ślimaki dziś mnie ciekawią. 
Jak mały chłopiec – tak dziś się czuję. Który je zbierał. W słoiku na oknie. 
Znów jestem wtedy. W moim pokoju. Ty stoisz za mną. 
Z tą Swoją miną!  

niedziela, 2 sierpnia 2020

371


Wszystko się kończy – mówią. Nic nie trwa wiecznie – śpiewają. Przychodzi ostatni dzień. Ostatni koncert. Ostatni obiad. Ostatni pocałunek. Ostatni banalny uśmiech. Ostatnia kropelka zimnej wódki z colą, zostaje wypita z taniego szkła. Ostatni haust powietrza, opuszcza płuca. Respirator przestaje działać. A ty rozdeptujesz, rozsypane po przyprószonym piaskiem chodniku, czerwone wiśnie. Których sok, niby krew, przykleja się do twoich podeszew. Przez ułamek chwili – idziesz zostawiając krwawy ślad. Lecz i on w końcu znika – ostatni ślad – jak pamięć, która po tobie przeminie…  

wtorek, 31 marca 2020

369


Sparaliżowany strachem idę spać. Wstaję strachem sparaliżowany. Pandemia naszych myśli, naszych serc, naszych dusz, naszych pragnień i żądz trwa. W najlepszym razie zawali się ten cały wielki Świat. Oby nie przeżył nikt na powierzchni tej kuli cierpień, starości, biedy i upodlenia. Sparaliżowany strachem kocham Cię. Nienawidzę sparaliżowany strachem też. Pandemia naszych snów, naszych marzeń, naszych pragnień i żądz trwa…