w świecie globalnej wioski
Nie trudno o psychofanów,
dzieci specjalnej troski
Nie ma już co ukrywać
mam życiowy katar
Na mojej twarz wisi
tylko zmęczony awatar
I tak brnę jakoś i chlapię
i tułam się i szarpię
A wszędzie dookoła mnie
same agresywne harpie
I tak rymuję od niechcenia,
desperacko po częstochowsku
Bo stoję pod ścianą i nie umiem
wciągnąć żadnego wniosku
A wszystko się wali
a ja udaję że jest w porządku
Przecież wiem dobrze,
że zaślepiony tracę poczucie rozsądku
I chciałbym coś zmienić,
uciec stąd lub się wycofać
Lecz z nad przepaści
mogę jedynie w dół szybować...
A tak bardzo chciałem aby
ostatnim rymem było całować...
...tylko czy został jeszcze
ktokolwiek do całowania?