poniedziałek, 18 stycznia 2021

377


Jakoś ostatnio zastanawiałem się nad tym czy jest szansa, aby ktoś młodszy lub całkiem młody zastąpił starych idoli - nasze muzyczne matki i ojców, wtedy kiedy oni odejdą i nic nowego nie będzie nam dane już od nich dostać. Odpowiedź przyszła nadspodziewanie szybko, przeczytałem w jakimś muzycznym magazynie zachwyty naczelnego nad najnowszym koncertowym wydawnictwem Arctic Monkeys. Live At The Royal Albert Hall ukazał się pod koniec minionego roku, a dokumentuje ostatnią trasę zespołu z lat 2018-19. Powiem szczerze - genialny zapis koncertowy. Chłopcy z AM są nawet ociupinkę młodsi ode mnie, a wyrastają na idoli. Szczególnie lider i twórca 99% materiałów grupy Alex Turner. Mmm Mmm Alexandrze tylko jakim byś mógł mi być idolem? Role matki i ojca są już przecież zaklepane... 

Co prawda Arabella - to nie jest mój ulubiony kawałek Małp, ale każdy oddaje - ich znakomitość! 



Arctic Monkeys - Arabella (Live At The Royal Albert Hall)

środa, 16 grudnia 2020

376

Jutro trzeba iść do pracy. Ale jest jeszcze dziś. Serce lodówki bije miarowym rytmem, co trzy godziny. Na jej ścianach, skrzą w ćmiącym blasku, odległego światła, wspomnienia z minionych lat. Wspomnienia z wysp magicznych. I z miejsc majestatycznych. Za oknem, bez żadnego przepierzenia, promieniuje blask nocy. Promyki ciemności, zmieszane z hipnotyzującym, pomarańczowym światłem latarni, zdają się zatrzymywać czas. Jak za dawnych lat, znów mam wiarę, że jeśli tu zostanę i nie pójdę spać - ta noc będzie już wiecznie trwać. Już nie trzeba będzie iść do pracy, bo nie będzie jutra. Czasem lepiej żeby go nie było. Czasem dziś jest najlepszym, co mogło się nam przydarzyć...

poniedziałek, 30 listopada 2020

375

Nad białą czeluścią w której nie umiem zawrzeć ani słowa ani myśl nie przemknie. Nie umiem wydusić tego co mnie boli, co mnie zżera, co wysysa moją chęć do życia. 

Utkwiło mi to w gardle lub w płucach i nie chce wyjść. Mój strach. Moja obawa. Moja niewiara w samego siebie i w Świat. Moja strata. Moja rozpacz. Moje przekleństwo. Moje szaleństwo. Mój krzyk. Moje łzy - których nie mam na zewnątrz, od których już tonę wewnątrz. 

Moja szubienica biała czeluść, w której nie umiem powiedzieć ani jednego ważnego słowa ani myśl nie przemknie. Zostało mi tylko czekać. Na co czekać?

sobota, 31 października 2020

374

Jednym ciałem być między setkami i płynąć. Wdzierać się na skwery i chodniki. Wybijać na zieleńce i parkingi. Z prawej dopływ z lewej dopływ w jednym rytmie. Być czasem bezwolną masą. Zrezygnować z wolnej woli i zupełnie zdać się na tłum – który idzie przed siebie bez planu. W spokoju lub w wrzawie. W krzyku i dymie rac.

Płynąc tracisz możliwość wyboru. Płynąc tracisz wszelkie obawy. Idziemy przez chwilę w jedną stronę. Solidarni i równi. Na Żoliborz. Do migających kogutów. Do okutych w kaski i zbroje. Do suk co stoją jak mury. Co to za wspaniały nurt. Co za uczucie, które pozwala zerwać kajdany norm. Taka potrafi być chwila, kiedy w kierunku wolności płyniesz rzeką ludzkich ciał.

poniedziałek, 28 września 2020

373

To się musiało stać. To się musiało stać. To się musiało stać.

Księżyc i słońce i gwiazdy musiały spaść. To się musiało stać.

Czas nigdy nie potrafi cofnąć się ani o krok. To się musiało stać.

Życie zamienia się w głaz. To się musiało stać.

Wysysa z nas wszelki sens. To się musiało stać.

Posyła nas nad krawędzi brzeg. To się musiało stać.

I wody stają i milkną fale. To się musiało stać.

Choć prują wciąż po nich łodzie, pełne naiwnych żyć. To się musiało stać.

Toż to Styks, a nie żadnej nadziei morze. To się musiało stać. 

W mętnych odmętach - nie widzę już siebie. To się musiało stać.  

Tylko szlam, bagno i czerń nieskończonej nocy. To się musiało stać.

To się musiało stać - a ja tak bardzo trzymałem się wiary - że nigdy się to nie stanie!




środa, 19 sierpnia 2020

372

Ślimaki pełzają. W letnie dni skwaru. Po Twoim kamieniu. 
Ani kropli wody. Z deszczu czy rosy. Nie dostaje rozgrzana płyta. 
Złudnie gorąca. Zimna skrycie jak zima. Dlatego ochoczo pełzają. 
Na wyścigi. Po kamiennym skrócie. Między jedną a drugą kępą. 
Traw i zieleni. Może z moich oczu. Popłynie kropla. 
Kiedy tak stoję. Nad Twoją skałą. Tylko ślimaki dziś mnie ciekawią. 
Jak mały chłopiec – tak dziś się czuję. Który je zbierał. W słoiku na oknie. 
Znów jestem wtedy. W moim pokoju. Ty stoisz za mną. 
Z tą Swoją miną!  

niedziela, 2 sierpnia 2020

371


Wszystko się kończy – mówią. Nic nie trwa wiecznie – śpiewają. Przychodzi ostatni dzień. Ostatni koncert. Ostatni obiad. Ostatni pocałunek. Ostatni banalny uśmiech. Ostatnia kropelka zimnej wódki z colą, zostaje wypita z taniego szkła. Ostatni haust powietrza, opuszcza płuca. Respirator przestaje działać. A ty rozdeptujesz, rozsypane po przyprószonym piaskiem chodniku, czerwone wiśnie. Których sok, niby krew, przykleja się do twoich podeszew. Przez ułamek chwili – idziesz zostawiając krwawy ślad. Lecz i on w końcu znika – ostatni ślad – jak pamięć, która po tobie przeminie…