wtorek, 31 marca 2020

369


Sparaliżowany strachem idę spać. Wstaję strachem sparaliżowany. Pandemia naszych myśli, naszych serc, naszych dusz, naszych pragnień i żądz trwa. W najlepszym razie zawali się ten cały wielki Świat. Oby nie przeżył nikt na powierzchni tej kuli cierpień, starości, biedy i upodlenia. Sparaliżowany strachem kocham Cię. Nienawidzę sparaliżowany strachem też. Pandemia naszych snów, naszych marzeń, naszych pragnień i żądz trwa…

sobota, 29 lutego 2020

368


Tyle dni w ciszy i ciemności byłem. Tysiąc sto pięćdziesiąt myśli utraciłem. A każda brudna, a każda niedoskonała. Pogodziłem się już z tym, że straciłem skrzydła. Każdemu się zdarza stracić wiarę w samego siebie. Z lekkości stać się nieznośnym ciężarem. Choć jedna myśl pośród tej apatii wciąż kusi mnie swym czarem.

W zasadzie to jest pragnienie pewne, co szarpie mną bez końca!

Chcę jeszcze jedną noc, jeszcze godzinę – zostać z Tobą. Stopić się z Twoim żarem. Tylko w tej wspólnocie – oszukamy nasz strach, wszelkie obawy - (lecz tylko na chwilę). Przed nieuniknioną konfrontacją z nawałnicom czasów z nienawiścią ludzką. Tylko jeszcze kilka tych godzin chcę zapomnieć, o całym Świecie. Skryty gdzieś w osi Twych ramion, ze splecionymi dłońmi niczym węzeł. 

Jeszcze jedną noc…  

wtorek, 21 stycznia 2020

367

Samo życie pisze kolejne wpisy. Nie mogę wyjść z żalu po tej stracie... 


Freeze this moment
A little bit longer
Make each sensation
A little bit stronger

Rush - Time Stand Still

wtorek, 31 grudnia 2019

366


O czym myślę? O pustyni która mnie otacza. O przeszłości która była dobra. O przyszłości na którą nie mam odwagi. O teraźniejszości w której siedzę bez pomysłów – jak flak bez treści. Kiedyś mogłem wszystko. Dziś nie umiem usiąść – bo słowa tak szybko uciekają, jak pamięć z głowy chorego na alzheimera. Chciałbym tyle powiedzieć – spinam ciało, twarz w grymasie wygięta i nic. Coś zarosło, coś wygasło, coś wymarło, coś się wytarło… Coś mnie przebiło w połowie, nie potrafię i pustkę mam w głowie!   

sobota, 30 listopada 2019

365


Znów próbuję poskładać słowa, niczym rażony udarem. Chciałbym móc przemówić, chciałbym zacząć znów widzieć, i wiedzieć rzeczy w ten naiwnie głupi sposób jak przed laty. By coś poczuć! Żyjemy dla ułamków chwil zachwytu, nad otaczającym nas wielkim globem. Ale potem wszystko staje się tak rutynowo nieznośne, powtarzalne, oczywiste, przewidywalne – że gdzieś wytraca to w nas naszą dziecięcą wrażliwość. Zamieniamy się w wyrabiaczy norm i statystyk, a kolejne wiosny i lata – nie mają zapachu, kolejne szczyty które zdobywamy w podróży – nic nie znaczą. Nie bez przyczyny Camus pytał o sens istnienia – jeśli nic nas nie porusza – to prawdopodobnie już nas nie ma…       

czwartek, 31 października 2019

364

W czasie mojego niedoczasu, wspominam kumpla z ogólniaka, który zdradza żonę z młodą kochanką i zdobywa szczyty Kaukazu. Starym, złapanym na stopa Kamazem, przemierza jednolity step. Pustkowie nieskończone gdzieś spod granicy Ruskiej z Gruzją przez Elistę po Wołgograd. Tysiące nowych, zbytecznych nazw geograficznych i setki kilometrów monotonii – którymi można spokojnie by opasać całą Polskę. Ale to za mało, abym odzyskał spokój ducha, wenę, lub liryczne okruszki – stoję nieczule pusty, na stole – jak dzban…  


środa, 18 września 2019

363

Pamiętam wilgoć Japonii. O każdej porze byłem mokry. Rano i wieczorem topiłem się w toni, własnego potu pełnego soli. Moje grube, wilgotne, polskie ciało - pływało - pośród wilgotnych ciał Japonii.

Kładłem się spać pośród wilgoci i budziłem się mokry, jak ryby cięte na plastry, na targu Tsukiji, wyjęte brutalnie z morskiej toni. Zdawało się jakby, całą noc zalewały mnie fale gorącego tsunami. Bezlitosna siła, jednostronna namiętność, która zdawała się nie mieć końca.

Poranny prysznic, zmywał sól z mego ciała - by nowe pokłady, mogły wydobywać się ze mnie po chwili. Jakbym przy największym upale, obłożył się w kilka grubych koców. Takie były dni w wilgotnej Japonii - w której nie marzyłem o zapachu wiosny, (nawet jeśli tam taki istnieje), tylko o tym by nigdy więcej, nie wracać do suchego domu...