Są chwile w których możemy tylko milczeć - sparaliżowani...
poniedziałek, 28 lutego 2022
niedziela, 30 stycznia 2022
390
Podobno na martwych i zimnych planetach, żyje tylko wiatr. Nie mogę spać. Ciężkie gałęzie uginają się do ziemi jak mierni aktorzy, po kiepskim dramacie. Trzaskają konary drzew. Lubię ten dźwięk, kiedy trzeszczą kominy wentylacyjne w starych blokach, z lat pięćdziesiątych minionego stulecia. Wtedy to był rozmach, ceglane kloce z klatkami schodowymi, z drewnianymi uchwytami poręczowymi, okręty odporne na huczący wiatr. Wreszcie padają stare drzewa, upstrzone w koronach zbitą w gniazdach, pasożytującą jemiołą, ale nikt się pod nimi nigdy nie całował - a szkoda!
Ulga dla miejskiej zieleni, nie trzeba będzie już
pielęgnować starca, i raz na dekadę kosić pasożyta. Szkoda, nikt już nie
posadzi tu nowego drzewa, będzie dziado-parking, zieleń zamieni się w błoto.
Pustynia. Nie mogę spać! Będzie tylko huk i smród, będzie tylko wiało. Lubię, gdy moje ciało
stawia ten delikatny opór, tej sile podmuchu. Choć na stepie ciężko się
utrzymać na nogach, kiedy nie ma, czego się złapać. Tak po kawałku, metr za
metrem wszystko będzie wyjałowione, ale podobno na martwych i zimnych
planetach, żyje tylko wiatr…
piątek, 17 grudnia 2021
389
Nawet nie wiesz jak bardzo, chciałbym powiedzieć coś sensownego. Ale już chyba nie potrafię, paraliżuje mnie strach, spowija mnie smog i stoję ukryty pośród własnych koszmarów. Nic się nie składa, nic nie jest proste, nie ma odpowiedzi, rozwiązania niczego nie rozwiązują. I miłość nie jest już słodka jak dawniej. I czuję śnieg, który umiera na mojej rozpalonej twarzy i widzę jak uciekam od wszelkich zdarzeń do dziury, w której może będę się bał trochę mniej? I nie chcę dotyku, jestem w obcym ciele i nie wiem czyje to mięso i tłuszcz i krew. I chyba nie moje tętni serce, nie klaszczą moje ręce – nie wiem, kim jestem – kiedy patrzę w lustro… Bez sensu nagle wszystko… Tak pusto!
niedziela, 21 listopada 2021
388
Dookoła wojna a ty śpisz. Nie będę cię ganił. Sam bym najchętniej otulił się kocem otchłani i zamarzł pod hałdą liści – zgrabionych z gościńców. I spał tak kolejnych dziesięć wiosen. Aby przeczekać to wszystko, ale też obudzić się niezbyt starym, aby jeszcze tych kilka minut do południa, pokorzystać z życia. A teraz mi tylko, pozostaje pochwała eskapizmu – zejście ze sceny bocznym zejściem. Wyjazd z parkingu z piskliwym dźwiękiem opon. Powiedzenie sobie dość tego – mam prawo mieć spokój.
Dookoła wojna chodźmy spać. Niech się mordują. Otulmy się kocem otchłani pod hałdą liści, które przywiał tu wicher czasów, z wyludnionych gościńców. I śpijmy tak dekadę. Aby obudzić się jeszcze za pięć dwunasta, by nie będąc jeszcze totalnymi starcami, pokorzystać z ciepłych promieni życia...
piątek, 12 listopada 2021
387
Delikatnie, onirycznie (jeśli tak wolno powiedzieć o muzyce i jej wykonaniu), romantycznie... Tak Dave Gahan interpretuje klasyk zespołu Metallica... Albo się w to wpada albo zupełnie nie...
sobota, 16 października 2021
386
Kiedy!
W ciszy szumi wiatr. Wciąż mi jednak Ciebie brak. Wolny ptaku.
Tam!
W ciszy chodzą myszy. Kiedy kot je słyszy, uszami strzela.
Kamień w rzece. Zna historię przeszłych spraw. Strumykowi gra.
Oto!
Gdy przychodzi sen. Swoim ciepłem dzielisz się. Z ciałem obok...
Tak w nieskończoność...
środa, 22 września 2021
385
Księżyc
(wiersz klasyka)
Natan Alterman
Stary widok ma także chwilę gdy powstaje,
niebo ptaków próżne,
opancerzone
W noc lunatyczną na wprost twego okna staje
miasto w lamencie świerszczy zanurzone.
Kiedy patrzysz i jeszcze końca drogi nie wiesz,
widzisz księżyc
cyprysem przebity
Pytasz, Boże, to wszystko naprawdę istnieje?
I można to szeptem przywitać?
Patrzą na nas uważnie wody na jeziorze,
ciche drzewo
w kolczykach czerwonych
Nigdy nie da się wydrzeć z mojej duszy, Boże,
smutku Twoich zabawek ogromnych
przeł. Aleksander Rodziewicz
Co za cudowne tekst(y)... Tylko tyle bo mi zaparło dech w piersiach...
Stary widok ma także chwilę gdy powstaje,
niebo ptaków próżne,
opancerzone
W noc lunatyczną na wprost twego okna staje
miasto w lamencie świerszczy zanurzone.
Kiedy patrzysz i jeszcze końca drogi nie wiesz,
widzisz księżyc
cyprysem przebity
Pytasz, Boże, to wszystko naprawdę istnieje?
I można to szeptem przywitać?
Patrzą na nas uważnie wody na jeziorze,
ciche drzewo
w kolczykach czerwonych
Nigdy nie da się wydrzeć z mojej duszy, Boże,
smutku Twoich zabawek ogromnych
przeł. Aleksander Rodziewicz
Co za cudowne tekst(y)... Tylko tyle bo mi zaparło dech w piersiach...