W sen się zwinąć w śnienie spokojne w pieleszach w splątanych ciałach nogami i ze splecionymi dłońmi
we dwoje, i troje... To bez znaczenia, byle krzesaniem iskier
snu nie zakłócić, tylko w czułości się tulić...
W sen samotny wejść delikatnie
szczelnie bunkrem pierzyny i kotem zakrytym,
bezwstydnie się spocić i kołdrę na drugą stronę przewrócić.
I sapać nie bacząc na czas, który i tak pokona nas...
Albo iść w sen co na jawie w okolicy bezpiecznego bloku
prowadzi nas na spacer - przed snem - do ciemnego parku
koło północy, w którym wiesz to na pewno - nie stanie się nic złego
i potem można spać i nie chcieć już nigdy wstać!
Sen przy otwartym oknie na wsi czy w mieście
z szeleszczącym szumem natury lub szeptem zmęczonej ulicy,
ze stukającym rytmem tramwajów, skowytem pijanych krzykaczy
co chcą się wykazać swoim brakiem osiągnięć.
I w sen zimowy wreszcie zapaść w barłogu i czystości
z nogami na wierzchu bo za mocno grzeje centralne,
a za oknami już znikają liście z życia co przeminęło nam
w mgnieniu oka, tuż przed wiecznym chłodnym snem...